• Wpisów:149
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:35 dni temu
  • Licznik odwiedzin:36 565 / 2482 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rainer Maria Rilke


Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.



.
 

 
.


jestem do znikania
chcę niczym świadczyć
niczego wziąć niczego mieć
nikogo zatrzymać
i te żal się Boże podróże
żeby mnie było więcej
żeby mi się dużo widziało
jestem wszystkim czego nie mam
furtką bez ogrodu

Krystyna Miłobędzka


.
 

 
.


Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?


Stanisław Barańczak


.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Czas nie leczy ran.
On sprawia tylko, że o nich nie myślisz.
Zapominasz na jakiś czas. Ale to krucha nadzieja. Wystarczy nikłe wspomnienie by znów poczuć ten intensywny ból, skrywany gdzieś w głębi.
Wszystkie emocje wypełzają niczym żmije i kąsają na pozór uleczoną duszę.



.
 

 
.


Wynoszą łóżko- trumnę,
Wynoszą biurko- trumnę
I lustra zdejmują ze ścian,
Przenoszą mnie w inne życie,
Pod inny hak na suficie,
Z czarnej ospy po gwoździach
Do innych czarnych ran.

Wynieście stąd moje lata,
Całe sterty bezsensownych przedmiotów,
Wszystek mój gruz,
Wszystko co za mną się wlecze
Człowiecze i pozaczłowiecze,
Jestem już gotów,
Ładujcie wóz.

Wyprowadźcie mnie stąd czym prędzej
Sam nie wiem gdzie,
Stańcie naprzeciw jakiegoś mostu,
Między Przylądkiem Niejasnej Nadziei
A Wydmuchem Polnego Ostu,
Przed jakimś płotem
Z kwitnącą gorczycą,
Przed jakimś oknem
Z niebieską kotwicą
Malowaną na szkle.

Rozpakuję tam książki i manuskrypty
Dziesiątki ołówków i piór
I znów będę pisał
Nie wiadomo dla kogo,
Przed domem bajał na progu,
Wieczorem zachodził do karczmy,
Mówił za siebie i odpowiadał
Trochę jak grecki,
A właściwie jarmarczny
Chór.

Bo cóż mi innego zostało
Niż ten prywatny rękopis,
Te postrzępione annały,
Nad którymi się głowię od lat:
Wyzywam najśmielsze marzenia
Przeciwko zgubie, przeciwko zbrodni,
Ratuję,odrywam się od niej,
Osłaniam się mgłami i dymem
I gusłem zmyślonego imienia,
Jak zaklęciem, jak pseudonimem
Odrzeczywistniam, odmieniam
Przerażający świat.

Nic z tego nie mam albo niewiele,
Bo nie sprzyjają mi ludzie i duchy:
Trochę radości z ptaków i dżdżownic.
Trochę śmiechu wiedźm i czarownic,
Widoki obłoków i drzew,
A potem tylko ściśnięte szczęki
Laska do ręki,
Marsz do zmęczenia,
Tylko mój suchy,
Zapamiętały gniew.

I tyle będzie mojego protestu,
Kiedy znów dom mój otworzę
Na wschód księżycowy,na nów:
Z czarnej ospy po gwoździach,
Z czyjeś niedoli przede mną
Noc otworzę w nim ciemną,
Nowy rozdział
Dla snów.

Wyprowadźcie mnie stąd czym prędzej,
Moje lata, moją pamięć, moją krew,
Moje serce gorące a twarde,
Moją miłość, moje rany,
Moją pogardę,
Moje prawo,
Moją dumę,
Mój śpiew.


Przeprowadzka- K. Wierzyński

.
 

 



"Niechaj sczeźnie dzień moich narodzin
Niech ścigają go ciemności nocy
Niechaj gwiazdy staną się czarne
Niech świt mu oczu nie otworzy
Gdyż nie zamknął łona matki mojej."


.
 

 


-Dlaczego tak dużo pijesz?

-Fajki zbyt wolno mnie zabijają.
 

 


Odgłosy robaków Zapiski mumii


Dzień 1. 7 sierpnia.

Zrezygnowałem z jedzenia.
Zjadłem ostatni raz w barze szybkiej obsługi. Chociaż był to mój ostatni posiłek, zdołałem zjeść tylko tyle co zawsze. Wyszło tanio, więc zostało mi sporo pieniędzy.
Pieniądze są potrzebne w sytuacjach kryzysowych. Znalazłem się w takiej sytuacji, więc roztrwoniłem resztę grając we Flippera.
Wszystko co było mi potrzebne do samobójstwa miałem w plecaku. Ale wpadłem do supermarketu, żeby dokupić rzeczy na wszelki wypadek. Świece, baterie do radia, rurkę, lejek, lekarstwo na żołądek, wodę kolońską, przybory do golenia, lusterko itd..
Miejsce, które wybrałem, żeby bez przeszkód zrealizować swój plan to tereny podmokłe na północy. Nie łączą mnie z tym regionem jakieś szczególne więzi, ale w czasach studenckich przyjechałem tu raz i pomyślałem, że to idealne miejsce na śmierć.
Po zejściu ze ścieżki rowerowej szedłem około godziny i postanowiłem tu rozbić obóz. Wystarczy mi niewielkie schronienie. Do jego konstrukcji posłużyły mi drzewa.
Odrąbałem kilka grubych gałęzi i przymocowałem je do pni czterech drzew. Zawiesiłem nad nimi trzy winylowe płachty. Zanim zapadł zmierzch szałas był w zasadzie gotowy. Szybko wyściełałem ziemie trawą i trzciną. Było dużo wielkich komarów, więc rozpaliłem ogień, żeby dym je spłoszył.
Moje ubranie przesiąkło zapachem dymu.

Dzień 2. 8 sierpnia.

W ogóle nie czuję głodu.
Podobno można przeżyć co najmniej tydzień bez wody i miesiąc z wodą. Byłoby miło, gdyby wszystko skończyło się w tydzień. Ale bez wody trudno byłoby wytrzymać, więc zabrałem półtora litra wody mineralnej. Zostało mi jeszcze pół litra, ale przed chwila niechcący ją rozlałem.
Czy to znaczy, że umrę szybciej?

Dzień 3. 9 sierpnia.

Żadnych niezwykłych objawów.
Ziemia przykryta jedną warstwą trawy jest dość wilgotna, więc zbudowałem prycze z gałęzi. Przy okazji zrobiłem półkę na książki i inne drobiazgi. Wokół szałasu wykopałem rów odpływowy. Napracowałem się. W nocy marzyłem o jedzeniu i wypiłem dużo wody. Chętnie zjadłbym coś słodkiego.

Dzień 4. 10 sierpnia.

Wieczorem miałem wypróżnienie. To się nazywa oczyszczanie okrężnicy?
W radiu słyszałem Jana Sebastiana Bacha. Tak mnie to pochłonęło, że głód minął.
Może muzyka jest jadalna?

Dzień 5. 11 sierpnia.

Pada deszcz, to znaczy, że mogę pić świeżą deszczówkę. Odgłos deszczu jest niepokojący. Kiedy zamykam oczy brzmi jak kroki kogoś, kto przyszedł mnie odwiedzić. Nie wiadomo jeszcze czy to bóg śmierci. Wciąż żyję cichą nadzieją, że to bogini fortuny.
Nieważne kto to jest, byleby ze mną porozmawiał.

Dzień 6. 12 sierpnia.

Słyszałem w wiadomościach, że troje bliskich przyjaciół w gimnazjum wyskoczyło razem z wysokiego budynku. Motyw ich czynu jest nieznany.
Dzięki radiu poznałem nowych przyjaciół.

Dzień 7. 13 sierpnia.

Niebiosa rozkazały mi żebym jeszcze nie umierał.
Z gałązek i plastikowych torebek zrobiłem zbiorniki na wodę pitną i zawiesiłem je w miejscach, gdzie deszczówka spada z dachu. Kiedy pada czuję się jak we wnętrzu bębna, nie słyszę nawet radia. Kiedy pogoda się poprawi przykryje dach trawą. Czytałem cały dzień.

Dzień 8. 14 sierpnia.

Miałem wypróżnienie. Moje jelita są już chyba puste. Wieczorem bolała mnie głowa i miałem skurcze żołądka. Poczułem się trochę lepiej słuchając Bacha.

Dzień 9. 15 sierpnia.

We śnie zobaczyłem wszystkie moje dawne dziewczyny tańczące wokół mnie tańce ludowe, nago. Stojąc pośrodku koła wbijałem słup w ziemie. Po przebudzeniu onanizowałem się. Pomyśleć, że jeszcze mi staje, chociaż nic nie jadłem od tygodnia.

Dzień 10. 16 sierpnia.

Kontinuum czasu zostało zakłócone. Czas nie mija. Jeśli patrzę na zegarek wydaje mi się, że sekundy to minuty. Chciałbym mieć zegarek, dzięki któremu czas szybciej płynie.
Postanowiłem kiedy będę słuchać radia. Od drugiej do czwartej po południu. Nadają wtedy na falach FM program z muzyką klasyczną. Prezenterka ma głos jak dzwon. To jedyna osoba, z którą coś mnie łączy. Nawet nie jedząc można się zakochać.

Dzień 11. 17 sierpnia.

Sen zajmuje mi więcej czasu. Kiedy się budzę mam zawroty głowy. Moją plastikową cieplarnie zaczęły nawiedzać duchy. Chciałbym, żeby ktoś przybył mi na ratunek.
Częściej siusiam. Wychodzenie z szałasu za każdym razem wymaga wysiłku. Nie oddałem kału od ósmego dnia.

Dzień 12. 18 sierpnia.

Zachowałem jasność umysłu, ale moje ciało pogrąża się w letargu. Czytam powieść Becketta- Malone umiera. W pełni się z nią identyfikuję. Nie można zrozumieć tej książki, jeśli się nie głoduje.
Dziś dałem sobie spokój z radiem.

Dzień 13. 19 sierpnia.

Dużo schudłem. Moja twarz wygląda jak twarz martwego człowieka. Po goleniu mój wygląd nieco się poprawił. Trzymam się życia zjadając własne ciało.

Dzień 14. 20 sierpnia.

Myślałem, że wichura i deszcz porywa mój plastikowy szałas. Po południu wiatr i deszcz ucichł na chwilę, więc wyszedłem, żeby umocnić mój szałas gałęziami. Moje ciało odmawia już posłuszeństwa, więc było mi ciężko.

Dzień 15. 21 sierpnia.

Spałem około 15 godzin. Śniło mi się, że liznąłem ciepłą zupę. Napiłem się świeżej deszczówki, pachniała lasem.
Boli mnie całe ciało. Mam wrażenie, że rozpada się od wewnątrz.

Dzień 16. 22 sierpnia.

Dzisiaj znowu była burza. Kilka razy blisko strzelił piorun. Za każdym razem odbił się echem w mojej głowie. Dlaczego nie uderza w mój szałas? Postanowiłem słuchać radia w nocy, bo kiedy leże w ciemności tracę orientację. Jeśli reaguje na każde słowo, które dochodzi z radia nie zatracam się a dwie godziny mijają błyskawicznie. Cały czas trzymam palec na wyłączniku, żeby wyłączyć radio kiedy poczuje się senny. Czasami to co mówią wydaje się być tak absurdalne, że czuję się jakbym już był na tamtym świecie. I słuchał transmisji z tego świata.

Dzień 17. 23 sierpnia.

Mam krew w moczu. Kiedy na szkolnym obozie sportowym intensywnie trenowałem też miałem krew w moczu, ale to był ostatni raz. Kiedy zapadła noc, poczułem ostry ból żołądka. Trzymając się za brzuch zwinąłem się w kłębek. Słuchałem popularnych piosenek, ale to tylko pogorszyło mój stan.

Dzień 18. 24 sierpnia.

Cały tłuszcz na moich bokach i plechach zniknął. Mam twarz boksera, który się odchudził, ale moje oczy intensywnie lśnią. Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył uciekłby oczywiście ze strachu.
Nie mam ochoty jeść. Ośrodek głodu w moim mózgu chyba przestał funkcjonować… Po przekroczeniu pewniej granicy przegłodzenia, na samą myśl o jedzeniu boli żołądek. Teraz mój żołądek odrzuciłby prawdopodobnie jedzenie jak ciało obce, jak zarazki. Dziś księżyc jasno świeci. Chciałbym umrzeć w taką noc. Ale wolałbym umrzeć w dzień. Podobno życie odchodzi w trakcie odpływu. Około północy albo południa. Chciałbym umrzeć świetle.

Dzień 19. 25 sierpnia.

W ciągu dnia bolał mnie żołądek i głowa.
Po południu miałem dziwnego gościa. Stonoga pełzła po moim łóżku. Nie miałem ochoty jej zjeść. Słyszałem, że rodzice zamknęli dziecko w małym pokoiku bez jedzenia, więc łapało i jadło owady i zjadło mysz, które gryzło je w uszy. Dorośli, którzy znęcają się nad dziećmi powinni być skazywani na głodówkę.

Dzień 20. 26 sierpnia.

Miałem odruchy wymiotne, chociaż nie miałem już czym wymiotować. Do południa wróciły normalne bóle żołądka.
Mam jeszcze czas. Gdybym odnalazł ścieżkę, którą tu przyszedłem , mógłbym wrócić do życia. Gdybym szedł godzinę na pewno bym kogoś spotkał. Nie czułbym wstydu, głodówka nie jest zbrodnią. W ciągu tygodnia wróciłbym do dawnej wagi 75kg i bez wątpienia żyłbym jeszcze 20 albo 30 lat. Raczej byłbym zmuszony żyć. Tak jak w przeszłości nie czułbym się związany z tym światem. Skoro ten świat nie nadaje się już do życia. Zawiadomiłem tamten świat, że się tam przeprowadzę. Już za późno, żeby zmienić zdanie, nie czuję też szczególniej więzi z tym światem. Przygotowałem się do głodówki z myślą o samobójstwie. Wierzyłem, że uda się nadać znaczenie mojemu nieważnemu życiu przez sposób w jaki zadam sobie śmierć. Zawiadomiłem już o swojej śmierci, ale myślę że będę musiał poczekać na swoją kolej. Przestałem jeść 7 sierpnia, więc znajduje się w połowie drogi między życiem a śmiercią.
Czy dlatego ogarnęły mnie wątpliwości? Jestem dokładnie na pół martwy. Na pewno dlatego cierpię na bóle głowy i żołądka. Miejmy nadzieje, że od jutra ból zacznie słabnąć…

Dzień 21. 27 sierpnia.

Wczoraj napisałem testament, więc nie muszę już niczego pisać. Żołądek boli mnie jak zwykle. Mój siennik zrobił się tak wilgotny, że wyniosłem go na słońce żeby wysechł.
Przy najlżejszym ruchu trudno mi oddychać a palpitacje nasilają się. W ogóle się nie pocę a moja skóra nie wytwarza żadnych wydzielin. Wydaje mi się, że moja przemiana materii już dawno ustała. Co zrobię, jeśli ktoś mnie znajdzie zanim umrę? Czy powinienem spokojnie zrezygnować z głodówki czy wyjaśnić swoją decyzję i poprosić żeby odszedł? Nie ma tu absolutnie żadnego śladu ludzkiego życia. Jeśli ktoś trafi w to miejsce, zinterpretuję to jako nakaz boga, że mam żyć. Wieczorem słyszałem odgłosy owadów. Nie jestem sam.

Dzień 22. 28 sierpnia.

Mam rozdęty brzuch jak dzieci etiopskich uchodźców, które widziałem w TV. Dlaczego mnie tak boli chociaż nic nie jem? Boje się panicznie snów o jedzeniu. Obudził mnie sen, w którym kradłem komuś przez ramię spaghetti. Od tej pory boli mnie żołądek. Niewątpliwie sama myśl o jedzeniu wywołuje skurcze żołądka, dlatego wciąż mnie boli.

Dzień 23. 29 sierpnia.

Nie mogłem znieść dłużej bólu, więc wziąłem lekarstwo na żołądek. To absurd, że biorę lekarstwo, chociaż chcę umrzeć.
Wieczorem wyczyszczę sobie uszy.

Dzień 24. 30 sierpnia.

Woda ma obrzydliwy smak.
Czyżby bóle żołądka były skutkiem zatrucia wodą? Marznę, chociaż jest lato. Trzęsę się, mimo że mam na sobie sweter. Tylko mój umysł działa bez zakłóceń.
Dziś czytam Boską Komedię Piekło. Nigdy nie byłem wierzący, ale chciałbym okazać szacunek licznym bogom twego świata. Może jakiś bóg przyjmie mnie z litości. Czytając Piekło, zastanawiałem się kim będzie pierwsza osoba, którą spotkam w zaświatach. Kiedy znudziło mi się czytanie, włączyłem radio. Przywitał mnie miły kobiecy głos z pytaniem /czy mieliście dziś udany dzień?/ Oby taka kobieta siedziała w recepcji przy wejściu do Krainy Zmarłych.

Dzień 25. 31 sierpnia.

Dzisiejszy dzień był łatwiejszy od wczorajszego. Wyczyściłem zęby i ogoliłem się. Po południu zaczęło padać… z radości rozebrałem się i wyszedłem z szałasu, żeby umyć włosy i całe ciało.
Ludzie na pewno wolą czyste zwłoki.

Dzień 26. 1 września.

Moje ręce i nogi zrobiły się dwa razy cieńsze niż przedtem. Moja twarz jest tak drobna, że mieści się w dłoni. Została już tylko czaszka pokryta skórą. Myślę, że moja waga spadła o 1/3. A mimo to moje ciało wydaje się ciężkie. Następnym objawem, oprócz bólu żołądka i głowy jest odrętwienie rąk i nóg. Oczy zachodzą mi mgłą i mam trudności z czytaniem. Jednak w przeciwstawianiu się mojemu pragnieniu śmierci, ciało walczy o życie. Objawia się to bólem.

Dzień 27. 2 września.

Komar ugryzł mnie w szyję… komar, który próbuje ssać krew tak bezkrwistego człowieka jak ja musi być bardzo wygłodzony. Poczułem do niego dziwną sympatię. Szyja mnie swędzi, ale szepnąłem /niech bóg ma cię w swojej opiece/. Do komara ssącego moją krew.
Wygląda na to, że stałem się życzliwy.

Dzień 28. 3 września.

Wczoraj zasnąłem przypadkiem przy włączonym radiu. Czy dlatego miałem tyle różnych snów? Na meczu bejsbolowym Indianin siedział w loży trenerów, który paplał radośnie i niespójnie.
Boże, przed bramą do Hadesu stoi długa kolejka. Sprzedają hot dogi i coca colę. A ten kto je kupi będzie miał potem kłopoty. Zatem na tamtym świecie będzie wam potrzebna głodna dusza. Mnie też kazali długo czekać jak popełniłem samobójstwo a teraz jakby to powiedzieć, śmierć wymaga odwagi, prawda? Te słowa szalenie podniosły mnie na duchu.

Dzień 29. 4 września.

Jest zimno.
Cały dzień leżałem owinięty w koc. Krew nie dopływa już do czubków moich rąk ani nóg. Gdybym przeszedł kilometr, dotarłbym do ścieżki rowerowej..ale nie zmieniłem postanowienia. Chociaż wiem, że to mogła być moja ostania szansa na ratunek. Nie chciałbym umrzeć na drodze. Lepiej się czuję myśląc, że śmierć jest dla mnie jedynym wyjściem.
Swobodnie poruszam górną częścią ciała, chociaż dolna połowa jest osłabiona. Przez chwilę przeszła mi przez głowę niedorzeczna myśl, że to wynika z braku ruchu.

Dzień 30. 5 września.

Żołądek bolał mnie bardziej niż kiedykolwiek. Wziąłem lekarstwo.
Prawdopodobnie jutro umrę.
Dziś minął dokładnie miesiąc.

Dzień 31. 6 września.

Czuję ból, to znaczy, że żyję…

Dzień 32. 7 września.

Dźwięk radia zanika. Przyjaciel też słabnie. Mój głos także staje się chrapliwy. Jeszcze żyję, chociaż nic nie jadłem od miesiąca. Ale kiedy w radio wyczerpią się baterie zamilknie na dobre.
Chociaż mam na sobie dwie pary skarpetek, sweter i zimowy płaszcz nie mogę opanować drżenia. Wygląda na to, że na bagna zawitała zima. Jak tak dalej pójdzie zamarznę na śmierć, zanim umrę z głodu. Nawet gdybym chciał wyjść i rozpalić ognisko, nie mam już siły zbierać drewna. Byłbym w niebie, gdybym mógł wypić filiżankę herbaty.

Dzień 33. 8 września.

Ból żołądka jest cykliczny. Atakuje jak gejzer tryskający gorącą wodą co kilka minut. Być może ciało zsynchronizowało się z rytmem ziemi. Podczas ataku bólu nie mogę nawet myśleć… ale kiedy ból mija robię na trzeźwo notatki. Kapłani buddyjscy, którzy osiągnęli stan duchowego przebudzenia musieli mieć czasami bóle głowy, żołądka, dreszcze. Niewątpliwie podtrzymywała ich wiara, ale dla niewierzącego człowieka, takiego jak ja cierpienie nie ma sensu. Gdybym skoczył z urwiska albo powiesił się, umarłbym natychmiast. Tymczasem celowo staram się doświadczyć wszystkich cieni cierpienia, poprzedzających śmierć, trwających ponad miesiąc. Nie mogę teraz stwierdzić, że to absurdalne doświadczenie przerwać go. Nawet jakbym chciał skoczyć z urwiska, nie miałbym siły dotrzeć na jego krawędź.
Jeśli nie czuję bólu mogę spokojnie przetrwać dzień, ale w nocy sama ciemność mnie boli. Jedyny dźwięk dochodzący z radia brzmi jak bzyczenie komara. Zostały mi trzy świece. Zachowam je na bezsenne noce.

Dzień 34. 9 września.

Wczorajszej nocy czułem się przemarznięty, jakby wbijali mi igły w całe ciało. W końcu zapaliłem świece. Mam nienormalnie szybkie tętno. Czuję jak serce przepompowuje krew przez całe ciało, starając się podnieść jego temperaturę. Moje ciało rozpaczliwe stara się zostać przy życiu.
Wyczuwając czyjaś obecność w pobliżu szałasu zawołałem /jestem tu/. Pomyślałem, że taksówkarz, który ma mnie zawieść w zaświaty zgubił się i nie chce mnie już szukać. Nie dojdę na Styks pieszo, nogi nie są mi już posłuszne. Głoduję, ponieważ chciałem zaobserwować proces swojego umierania, ale myślenie o śmierci przez cały dzień jest nudne. Kiedy słuchałem dla zabicia czasu świergotu ptaków przyszłymi do głowy myśl, że byłem już martwy, kiedy zacząłem głodówkę, bardzo mi ulżyło.
Do śmierci zostało mi już tylko kilka procent.

Dzień 35. 10 września.

Radio wyzionęło ducha przede mną, więc panicznie boję się nocy. Znikam w kompletnych ciemnościach. Jeśli wyciągam ręce, wysuwam język albo mrugam oczami, nie ma mnie. Być może jest tu ktoś inny zamiast mnie. Kiedy budzę się w nocy wydaje mi się, że jestem na tamtym świecie. W ciemności nie ma rzeczowników, czasowników ani przymiotników. Nie ma czasu teraźniejszego, przeszłego ani przyszłego . Są tylko myśli krążące w mojej głowie. Zawsze na wpół ukształtowane, bez początku i bez końca. Muszę o czymś myśleć, żeby choć trochę załagodzić jasne poczucie, że mnie nie ma. Jeśli przestaję myśleć, tracę przytomność umysłu. I krzyczę ze strachu. Kiedy ciemność zaczyna się rozpraszać od stóp ku górze, mogę na chwile zapomnieć o śmierci. Światło jest lekarstwem, ciemność trucizną, ale moje radosne powitanie poranka jest krótkotrwałe. Za to, że nie umarłem muszę cierpieć. Znosić przeszywający ból istnienia. Czytałem, że szpiedzy zawsze noszą przy sobie cyjanek potasu, w razie zagrożenia są gotowi go połknąć, żeby uniknąć odpowiedzialności za swoje czyny. Ale to oznacza, że ktoś inny decyduje o tym kiedy mają umrzeć. Przynajmniej chwile śmierci powinniśmy sobie wybierać sami. Są różne rodzaje samobójstwa, ale głodówka to metoda dla indywidualistów, bo wymaga długotrwałej konfrontacji i zmagań ze sobą. Naprawdę nie warto umierać w ten sposób, ale jestem dumny ze znoszę to cierpnie od 35 dni.
Zrobiłem coś czego nikt nie chciałby naśladować…

Dzień 36. 11 września.

Kiedy włączyłem radio, żeby się czymś zająć, grano operę, którą już kiedyś słyszałem. Baterie trochę ożyły więc słuchałem około godziny. Całe moje ciało odzyskało żywotność. Zbieram się na odwagę żeby umrzeć.

Dzień 37. 12 września.

Deszcz pada z przerwami. Gołębie najwyraźniej odbierają świat w dwóch wymiarach. Świat z wodą i świat bez wody. Ludzie potrafią kreować rozmaite światy w swoich umysłach. Nawet kiedy żyjemy potrafimy sobie wyobrazić świat po śmierci. Ale czasami ta umiejętność jest irytująca. Chciałbym po prostu umrzeć, nie myśląc o niczym.

Dzień 38. 13 września.

Moje baterie się jeszcze nie wyczerpały. Mam trochę nierówny oddech. Śmierć jest tak blisko, że mógłbym jej dotknąć, gdybym wyciągnął rękę. Wzmógł się tępy ból w odbycie, kolanach i plecach. Myślę, że dusza potrzebuje olbrzymiej energii, żeby opuścić ciało. Dusza zjada ciało gromadząc energię. Wkrótce będzie chyba mogła rozstać się z moim ciałem.
Zaczynamy odliczanie.

Dzień 39. 14 września.

Moje pismo się zmieniło. Przypominam sobie z trudem poszczególne znaki. Zastanawiam się czy życie w zaświatach jest przyjemne.

Dzień 40. 15 września.

Zaplanowałem, że dziś umrę. Nie mogę już wstać. Uświadomiłem sobie, że budda głodując nauczył się żyć. Chrystus pościł 40 dni. Mojżesz też… a po 40tu dniach dostał przykazania od boga. Głodowałem tak długo jak ci świeci mężowie. Ale zupełnie nie czuję się oświecony, ale oni musieli być niezwykle silni bo po 40dniowym poście o własnych siłach wracali do swojego ludu. Ja nie mogę już chodzić, mogę tylko czekać aż stanę się trupem. Nie zamierzam zostać świętym, ale żałuję, że nie miałem bardziej wyćwiczonych nóg. Przewidując, że w końcu będę przykuty do łóżka zaprojektowałem sobie specjalną toaletę. Pod łóżkiem umieściłem spory lejek z przykrywką i podłączyłem do niego rurkę odprowadzającą mocz do rowu, który wykopałem wokół szałasu. Mój penis się skurczył i wygląda żałośnie. Wytrząsam z niego zaledwie kilka kropli moczu.

Dzień 41. 16 września.

Wczoraj wieczorem zapaliłem świece i złożyłem hołd świętym mężom, którzy znieśli 40dniowy post. Fizycznie byłem obolały, ale psychicznie czułem się świetnie. Wyczułem, że bliscy mi świeci, Chrystus i budda traktują mnie przyjaźnie.

Dzień 42. 17 września.

Nogi szybko opadają z sił, ale mój umysł pracuje sprawnie nawet bez pożywienia. Może nie zużywa dużo energii. W ciągu dnia miałem wiele snów.

Dzień 43. 18 wrzesień.

Dziś jest dobry dzień.
Dotrwałem do rana nie budząc się w nocy ani razu. Był pogodny dzień, wciąż miałem dreszcze i byłem obolały, ale pociesza mnie myśl, że ciało czujące te objawy coraz bardziej się zmniejsza. Moja skóra przypomina teraz suszone morele i wydziela nieprzyjemny odór. To chyba zapach śmierci. Spryskałem się wodą kolońską. Niema nic lepszego niż zmienić się w trupa, który wydziela miłą woń. Wczesnym popołudniem spadł deszcz. Oddawanie moczu rano i po południu to poważne przedsięwzięcie. Nadal sikam, chociaż wypijam tylko odrobinę wody. Zresztą muszę się o to martwić, tylko do momentu aż zachowam przytomność. W końcu zapadnę w śpiączkę a mocz będzie się ze mnie swobodnie wydobywał. W końcu moje serce przestanie bić a dusza uleci.

Dzień 44. 19 września.

Najgorszy ból żołądka i głowy jaki dotychczas przeżyłem. Dwa razy straciłem przytomność. W południe i kolo trzeciej. Muszę pomyśleć o przedśmiertnych słowach. W nocy zapaliłem resztkę świecy, którą zużyłem 15 września. Zostały mi 3 książki, których jeszcze nie przeczytałem. Ale na tamtym świecie nie będę miał z nich pożytku.

Dzień 45. 20 września.

Nagle przy mojej poduszce zjawiła się młoda kobieta w podartej bluzce, dziurawych pończochach i ubłoconej spódnicy. Nie znałem jej. Nic mnie już nie dziwi. Myśląc, że przyszła po mnie ze świata zmarłych wyciągnąłem do niej rękę i powiedziałem:
-Zabierz mnie dokąd chcesz. Ból i zimno są nie do zniesienia.
-Nie ma dokąd pójść- odpowiedziała niefrasobliwie.
-Przyszłaś z zaświatów?
-Nie byłam tam jeszcze.
-To znaczy, że żyjesz?
-Nie potrafię odpowiedzieć- zwracając się w moja stronę ze smutnym profilem zaczęła mi opowiadać o sobie.- Dawno temu zostałam zgwałcona i zabita w lesie. Myślałam, że zabiorą mnie na tamten świat, ale czekałam i czekałam i nikt po mnie nie przyszedł, więc postanowiłam dojść tam sama. Udało mi dostać do Styksu i wsiadłam do łodzi.
-To znaczy, że nie dopłynęłaś w zaświaty?
-Byłam jedyną pasażerką a kapitan nie chciał mnie wysadzić. Według niego nie ma zaświatów.
-W takim razie co mają robić zmarli? Czy to znaczy, że skoro nie ma krainy zmarłych, są skazani na wieczną tułaczkę?
-Początkowo myślałam, że kapitan kłamie. Błagałam wielokrotnie, żeby mnie zabrał na tamten świat, ale on stanowczo twierdził, że nie ma takiego świata.
-Więc co robisz teraz?
-Kapitan zabiera mnie w wiele rożnych miejsc: na Przylądek Dobrej Nadziei i na Antarktydę a także nad Morze Martwe i nad jezioro Bajkał. Jest dla mnie bardzo dobry, więc zamieszkałam z nim.
-Jak tu dotarłaś?
-Przypłynęłam Amazonką.
-Gdzie jest twój towarzysz podróży?
-Tam- wskazała mały, zabłocony jacht na bagnach, płynący w pobliżu mojego szałasu.
-Co mam zrobić?- wyszła bez odpowiedzi. Kiedy zawołałem /zaczekaj/, jacht odskoczył. Kiedy gwałtownie odzyskałem przytomność i przyjrzałem mu się, zdałem sobie sprawę, że wziąłem królika za jacht.
To cholernie zły znak.
Może dzisiejsza noc będzie moja ostatnią…

Dzień 46. 21 września.

Żyję.
Co zrobię, jeśli naprawdę nie ma tamtego świata? Nie chcę umrzeć, jeśli po śmierci nadal będą mnie prześladować nocne lęki i wszystko będzie mnie bolało. Czy śmierć nie uwalnia od cierpienia? Nie, to nieprawda. Po prostu mój umysł jest wyczerpany. Mam urojenia, bo nie jestem wierzący. Przypomniałem sobie słowa piosenki /Pijak odesłany z nieba/. Zapadłem w hipnotyczny sen, gdzie wino jest dobre a dziewczyny piękne.

Dzień 47. 22 września.

Zimno mi. Zwłaszcza po oddaniu moczu czuje się jak oblany zimną wodą. Kiedy przewracam się na pryczy mam wrażenie, że obsługuję robota. Moje serce bije jak oszalałe.

Dzień 48. 23 września.

Mam nadzieję, że spotkam miłego kapitana nad Styksem.

Dzień 49. 24 września.

Moja dusza jest słaba, więc ma trudności z odejściem.
Uwolnij mnie od mojego cierpiącego ciała.
Czuję ucisk w piersiach.
Czuję się jak wyrzucone skarpetki.
Nie mam już ciała.

Dzień 50. 25 września.

Gdzie jest stacja końcowa? Okrążyłem już pętlę kilkadziesiąt razy. Pociąg bólu zatrzymuje się na każdej stacji. Chcę szybko dotrzeć do zajezdni.

Dzień 51. 26 września.

Ciekawe czy można przeżyć, mając tylko kości i serce. Zamierzam umrzeć zanim nadejdzie październik.

Dzień 52. 27 września.

Muszę napisać list do urzędu imigracyjnego do tamtego świata. Moja dusza przybędzie tam za dwa, trzy dni. Proszę ją przyjąć jak należy.

Dzień 53. 28 września.

Mam tego dość. Do widzenia.

Dzień 54. 29 września.

Król, albo dozorca, albo dyrektor zaświatów jest nieobecny. Czyżby tamten świat zmienił się w pustynie? Nawet dusze nudziłyby się na pustyni, więc chcę wsiąść do łodzi.

Dzień 55. 30 września.

Pękam ze śmiechu na myśl, że jeszcze żyję. Powinienem trafić do Księgi rekordów Guinnessa.

Dzień 56. 1 października.

Mam mdłości. Czuję ból w piersiach. Chyba poczułbym się lepiej, gdybym zwymiotował. Niewątpliwie wyrzygałbym duszę.

Dzień 57. 2 października.

Nie mogę umrzeć.

Dzień 58. 3 października.

Mdłości… Chcę niedługo wsiąść do łodzi...

Dzień 59. 4 października.

Słyszę śmiech płynący z radia...

Dzień 60. 5 października.

Ktoś tu jest…

Dzień 61. 6 października.

Jest dużo ludzi… Rzeka płynie ku mnie…

Dzień 62. 7 października.

Widzę…światło…




.
 

 
Wylogowałam się z facebookowego pożeracza życia jakieś kilka dni temu i nagle mam więcej czasu.

Doczytałam pięć książek, które czytałam równocześnie i nawet odbębniłam nową. Zapomniałam jakie przyjemne jest trwanie na książkowym haju.

Zostało jeszcze jakieś 40, które kupiłam na wyprzedaży i dużo starych, czekających aż ktoś je przekartkuje i pozna ich tajemnicę. Mam za dużo książek, a za mało regału, który mimo, że jest przemysłowy, z czasów PRLu, to nadal trzyma się pionu.
Będzie potrzebny kolejny, bo w weekend kolejna wyprzedaż. Chyba towarzyszyć mi będzie mój 65cio litrowy plecak.


Chciałam nawet dokończyć grać w Amnesię, ale internet się przeciwstawia i nie chce mi uruchomić Steama.



.
 

 


Lodowate serca i drewniane dusze!
Nie umiecie żyć i nie umiecie się uczyć!

Jesteście zgrają bezmyślnych, ledwo uczłowieczonych zwierząt! Robicie, co wam powiedzą w telewizji, oglądacie głupie telenowele, szczerzycie zęby na sitcomach i łakniecie krwawych wiadomości, karmiąc się cudzym nieszczęściem!

Po co wam życie?!


.

Krzysztof Kotowski- Niepamięć
 

 


Wojtek z Farben Lehre jest ponad dwa razy starszy ode mnie.
I ma sto razy więcej energii.
Na każdym koncercie jest ogień i młyn. Nawet akustycznych.

Lubię jego filozoficzne gadki, zapowiadające kolejny kawałek.
Przybił ze mną piątkę.
I wspomniał, że może będą na Woodstocku.


Gdyby nie praca, pojechałabym za nimi na ich wszystkie koncerty.




.
  • awatar Gość: A ta piosenka: Jest lepsza trollu https://youtu.be/ZwT-or3aImY
  • awatar Gość: Póki sobie nie zrobię tego konta To już trudno Nie będę się z trollem wykłucał I robił ci bajzel w komentarzach. Z tymi kłótniami z nim. Narazie nie będę komentował przez długi czas.
  • awatar Gość: A co do twoich do słów To zawsze się zastanawiałem skąd ludzie czerpią tyle energii. Może to po prostu cecha wrodzona
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 



"...od takiego rodzaju smutku się nie ucieka. Szukasz go przez większą część życia, a później uczysz się długo, by umieć nie umrzeć bez sensu jak zwierzę, w przypadkowym miejscu, czasie, połowie drogi...
Tak wiele cieni błądzi ulicami, tyle jest chłodu i lęku. Ludzi, w których tkwi jak w pułapce drewniana, mdła dusza. Drepczą po ziemi bez celu...

Zbyt mało jest ważnych rzeczy.
Zbyt mało jest ważnych chwil.
Popatrz na miliardy pieprzonych insektów, wszy, karaluchów, różnorakich cholernych robali...Pełzają, latają, żrą i zdychają. Takie egzystencjalne "nic" musi być chyba bardziej bolesne niż rozdeptanie przez przypadkowego przechodnia.
Natura ma to gdzieś. Trochę szkoda, nie uważasz? Może przydałoby się nam wszystkim jakiś jaśniejszy, prostszy pieprzony sens..."



.
  • awatar Aware I am of what you've been: @Kaneki Ken: Takie pułapki życia są potrzebne. Kształtujesz nimi swój charakter i osobowość. @gość: Teraz Ty zachowujesz się jak gimbus, który nie potrafi dyskutować, szanować czyjegoś zdania.
  • awatar Gość: @Kaneki Ken: ależ ty masz infantylne myślenie i podejście do życia. Jak gimbus schizofrenik i tchórz.
  • awatar Gość: To oczym mówisz to pułapka życia "Wszyscy wpadamy w coś, co nazywam "życiową pułapką". Głęboko zakorzenioną pewność, że sprawy przyjmą inny obrót. Przeprowadzisz się do innego miasta, poznasz nowych przyjaciół. Zakochasz się i będziesz czuł spełnienie. Je***e spełnienie i dopełnienie, czymkolwiek te ku***e... Je***ne puste słoiki, czekające aż wypełni je g***o. Spełnienie to mit, a dopełnienie... Nie, nie, nie. Nic się nigdy nie kończy."
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 


Dzieciak, którym się opiekowałam, uniknął śmierci. Na szczęście auto przejechało tylko koło od roweru.
Młoda najadła się strachu, a ja byłam cały czas spokojna i opanowana.

Nie wiem już, czy perfekcyjnie kontroluję swoje emocje i uczucia, czy po prosu ich nie mam.
  • awatar Gość: Co ty trollu to ja nie wiem. Ale sprytnie przyznam kręcisz. Poczytałeś komentarze te moje wcześniejsze i mataczysz. Prawdziwy Dante nie słucha Eripe co ty pleciesz. A że zależy ci na wyłączeniu komentarzy to dobrze o tym wiemy, to twój cel trollowania
  • awatar Aware I am of what you've been: https://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E Pozdrawiam.
  • awatar Gość: Już dawno temu jako Dante Dawałem linki do rapu Ripa Więc? Po za tym skąd autorka ma wiedzieć czego słuchasz haha Jesteś obcy Tak ja I czego trollujesz? Na końcu ci wyłączy komentarze I tyle sobie po trollujesz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
  • awatar Gość: Ale jak mocno będzie trollował. To może faktycznie wyłącz komentowanie dla niezalogowanych. Niewiem A tak z innej beczki. Ja jeszcze z utworów polecam milhaven. https://youtu.be/kVuSm0ibS_w
  • awatar Gość: Ja zrezygnowałem Z pseudonimu i nie zamierzam się już kłócić z tym trollem. Bo to nie ma sensu.
  • awatar Aware I am of what you've been: Spokój! Nie potrzebuję tutaj kłótni. To bezcelowe. Nie wiem jaki jest Twój cel, ale nic Ci się nie uda osiągnąć. Wiecie, że mogę zablokować komentowanie dla niezalogowanych użytkowników?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (45) ›
 

 



Po co żyjemy? Dokąd tuptamy?


Zastanawiałeś się kiedyś, po co żyjesz?
Do czego dążysz?

Z biologicznego punktu widzenia jesteśmy po to, aby przedłużać gatunek.
Z mojego punktu widzenia, po to żeby być szczęśliwym.
Każdy ma swoją definicję szczęścia.

Nie lubię schematów. Nie chcę żyć jak inni. Jestem czarną owcą. Według tych starszych, doświadczonych, którzy uważają, że mają prawo kierować moim życiem i prawić mi morały.

Jestem ofiarą losu i nieudacznikiem, ponieważ rzuciłam studia, które mnie męczyły. Albo to studia rzuciły mnie.
Jestem nieudacznikiem, bo nie dążę do perfekcji, nie dążę do bycia materialistą.

Mam pracę. Kolejną, która sprawia mi mnóstwo przyjemności, szczęścia i dodaje energii. Mogłabym tam przebywać 24h na dobę, z kilkudniowymi przerwami na podróże. Jednak, według niektórych stać mnie na coś lepszego. Co z tego, że jest mi dobrze w tej pracy, skoro inni widzą mnie na stanowisku korposzczura albo urzędnika. O ironio, zarabiałam więcej od osoby na stanowisku po moich studiach.

Dlaczego niektórzy nie rozumieją, że NIE interesują mnie dobra materialne? Patrzą pobłażliwie, gdy mówię, że w moim mieszkaniu będą meble zrobione przeze mnie własnoręcznie, nie będzie telewizora i innych niepotrzebnych sprzętów, zajmujących przestrzeń i czas. Mój kąt nie będzie zagracony gadżetami, sprzętami. Miejsce będą zajmować książki i wspomnienia.
Lubię minimalizm.

Uwielbiam też zmiany, chociaż są trudne, bolesne. Lubię zmieniać miejsca, ludzi, pracę, miasta. Życie na walizkach jest moim marzeniem. Do niczego się nie przywiązywać, nigdzie nie zapuszczać korzeni, do niczego się nie przyzwyczajać, wszystkiego spróbować.
Jestem nieudacznikiem, bo chcę tak żyć.
Jestem nieudacznikiem, bo czasami wierzę w to, że tamci mają rację.




.
 

 



Zapadł zmierzch i wszyscy poszli spać.
A ty jeszcze nie śpisz i bladą masz twarz.
Boisz się znów, boisz się nas.
Ty zaśniesz, one przyjdą.
Twa krew splami ich twarz.
Ohydna stara wiedźma, całuje usta twe.
Smok który zieje ogniem, wypala oczy twe.
Boisz się znów, boisz się nas.
Gdy zaśniesz, one przyjdą.
Twa krew splami ich twarz.
Śmierć siedzi na swym tronie,drogę przebiegł ci kot.
Usta spękane, spragnione, na czole krwawy pot.
Boisz się znów, boisz się nas.
Gdy zaśniesz, one przyjdą.
Twa krew splami ich twarz.


HELLCAT

.
 

 


"Mam nadzieję, że gdy zaczniesz to czytać, będę martwa. Nie można odczynić dokonanego, cofnąć słów, które zostały już wypowiedziane.
Będziesz o mnie myśleć i żałować, że nie zdołałaś mnie powstrzymać.
Będziesz się zastanawiać, czy jakaś rozmowa lub gest z Twojej strony odwróciłyby bieg wydarzeń. Pewnie powinnam Ci powiedzieć, żebyś nie oskarżała się, że to nie Twoja wina, ale przecież to byłoby kłamstwem. Obie wiemy, że nie sama wybrałam drogę, która doprowadziła mnie do tego miejsca.
Będziesz płakała na moim pogrzebie.
Będziesz mówiła, że tak się nie powinno stać. Będziesz zachowywała się, jak w takich okolicznościach przystało.
Ale czy będziesz za mną tęskniła? A co ważniejsze, czy ja będę tęskniła za Tobą? I czy któraś z nas chciałaby poznać odpowiedź na to pytanie?"

Dziewiętnaście minut - Jodi Picoult


.
 

 

Pinger postanowił umrzeć w momencie próby wskrzeszania mojego konta.
  • awatar Gość: Ludzie nie mają dystansu. I biorą wszystko dosłownie co on piszę. Tu masz link ale te posty już nie są tak dobre: https://m.facebook.com/marsz.niezbyt.zywych.trupow/?tsid=0.6926710612289753&source=result
  • awatar Aware I am of what you've been: Dlatego nie widzę już jego postów...czemu go zbanowali? Mam do tego miejsca sentyment :)
  • awatar Gość: To fakt Co do tej swobodności wyrażania. Wrażliwemu socjopacie usunęli stronę i tak samo stało się też z kilkoma innymi dobrymi stronami na facebooku. No ale zawsze możesz założyć bloga gdzie indziej. Także nie zapomnij dać linka tu jakby co. Udanej Niedzieli życzę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 


„jak cię poliże, to będziesz wyła, oj będziesz tak wyć”
„pewnie jesteś nieogolona”
„będziesz wyła jak poliże cię swoim językiem”

Mamo, chodź zobacz co on do mnie mówi! Mamo pomóż.! Mamo! Jak to nie chcesz się wtrącać, jak to nie masz czasu?! Mamo, przecież jestem Twoją jebaną córką… Pomóż mi, nie zostawiaj mnie z nim samej. Do kogo mam uciec jak nie do swojej matki. Jestem tylko dzieckiem. Twoim dzieckiem.

Nie dotykaj mnie!
Nigdy! Nigdzie!
Nie chcę! Nie możesz tego robić!
Jestem tylko dzieckiem.

Szkoda, że nie żyjesz. Zabiłabym Cię osobiście pierdolona kanalio. Mam nadzieję, że cierpiałeś i wyłeś, wyłeś z bólu, nie z rozkoszy jak to ja miałabym robić. Pieprzony padalcu. Wyj!


2018
Grzebanie w dzienniku sprzed kilku lat nie zawsze jest dobre.
Te słowa robiły na mnie „wrażenie” , kiedy je usłyszałam, ale miałam wtedy 14lat. Minęło prawie 10 lat i czasami to do mnie powraca. Nie wiem czy nadal życzyłabym mu śmierci. Może byłoby mi to w tej chwili obojętne, gdyby nie skutki takich chorych sytuacji, które widzę dzisiaj w relacjach z ludźmi.



Żałosne jak dobrze i z perfekcją można udawać wspaniałych rodziców na zewnątrz. I nie mieć świadomości z tego jakim się jest potworem.
Tato, dlaczego nawet nie wiedziałeś, w której jestem klasie, dlaczego nie chwaliłeś mnie za dobre oceny. Potrzebowałam tylko akceptacji i miłości. Dlaczego byłeś zimnym robotem, który umiał tylko krzyczeć i wydawać rozkazy, nakazy i zakazy? Dlaczego traktowałeś nas jak gówno, nie dostrzegając naszych zalet, sukcesów, tylko same potknięcia, które potrafiłeś wyolbrzymić w taki sposób, że wydawały się przekleństwem..dlaczego w kółko mówiłeś, że do niczego się nie nadajemy, jakbyś żałował, że żyjemy. Kto dał Ci prawo do spierdolenia nam życia? Jesteś tylko dawcą nasienia. Do tego Cię sprowadzam. Do dawcy. Nie zasługujesz na miano ojca.
Będzie mi ich żal, może nawet zapłaczę nad ich grobach, ale będę wiedzieć, że nie bez powodu tak jest i będę robić wszystko, żeby nie być taka jak oni. A durni są bardzo, żeby cokolwiek zrozumieć. Uświadom sobie, że to do niczego nie prowadzi i nie warto niszczyć sobie przez nich teraźniejszości i przyszłości. Po prostu nie ma to najmniejszego sensu.
Lubiłeś pluć mi w twarz, wyrywać mi włosy, trzymać w parszywym uścisku aż zacznę się wyrywać i płakać z bezsilności.
Bawiło Cię to. Moja bezradność .
Będę długo pamiętać jak mieszałeś mną w gównie.


.
  • awatar Gość: Łocus? Aino, zoboczymy co ty kiedy pokożesz. No a kiedysi ulon łoć pasiorem a dzieciory musiały jeszcze po rencach całuwać. No ze strachu choćby szacunku nabirały i pokory. Łociec to mion być autorytet a matka wis znos łot melepetówania i niańczynia. I żodyn później pretensi ni mion. A tero baba mo być chłopem a chłop babą i się dzieciorom od tego we łbach poprzestawiało. No chłolira jakby kuń mion łorać człowiekiem to pług i tak ni mo nic do godania.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 



Bawi się nożami. Ukrywa w mroku.
 

 



Chciałam umrzeć w poniedziałek.
Koniec na samym początku.
Chciałam umrzeć z żalu i przykrości.
Nie udało się. Jest już wtorek.
Żal jest moim przyjacielem,
Przykrość marnotrawną siostrą,
Zawsze wraca, a z nią jej przyjaciele
Smutek i pustka.

Chciałabym umrzeć tak na 92%
8% chowam do buta.
Uwilbiam swoje buty.
Będą tam bezpieczne.

Gloomy sunday nie pomaga,
To nie jej dzień.
Może działa tylko w niedzielę.
 

 


Szukam emocji.
W pozytywnych sytuacjach, dających mi chęci do życia, sprawiających, że poczuję się lepiej.
Ale też tych złych, gdzie nie zawsze jestem bezpieczna, gdzie naginam zasady, ryzykuje.

Tylko w takich momentach jestem w stanie coś poczuć. Potrzebuję adrenaliny w zwiększonej dawce. Nie cieszą mnie rzeczy pospolite, przeciętne.

Mogę spokojnie czytać książkę a po chwili skoczyć na bungee.
Mogę umawiać się z koleżanką na piwo a po chwili spakować plecak i następnego dnia spacerować po którymś z europejskich miast.
Mogę słuchać muzyki, ale wolę jednocześnie tłuc się z innymi ludźmi w pogo albo w ścianie śmierci.
Mogę iść na spacer do parku, ale wolę przejść 20km szlakiem górskim.
Mogę oglądać zabytki, ale wolę eksplorować opuszczone ruiny albo czołgać się w jaskiniach.


Lubię poczucie zagrożenia.


 

 



Cześć!

Zagraj ze mną w grę.
Nie będzie żadnego gameplaya.
Żadnego intro, ani samouczka.
Ja będę newbie, bez żadnych skilli.
Ty jako owner, wprowadzisz mnie w tajniki.
Będziemy uczyć się sterowania.
Pozwól mi zmapować siebie.
Będziesz z każdym questem zdobywać artefakty:
zaufanie, lojalność, miłość.
Każdy level przyniesie coś nowego. Odblokujemy kolejne osiągnięcia.
Grafika nie zawsze będzie sprzyjająca, czasami zdarzą się lagi.
Lecz nie będzie możliwości pauzy, seve.
Narażeni na headshoty, fatality, permadeath.
Nie przejdzie za nas tego żaden bot.

Zagrajmy w życie.




.
 

 
  • awatar Gość: Devilman od Netflixa jest całkiem dobrą produkcją.
  • awatar Aware I am of what you've been: @Dante: To było pierwsze anime, które świadomie obejrzałam. Od niego się zaczęło..;)
  • awatar Gość: Czyżby fanka Death Note?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


MIT RODZINNY Wojaczek

To jest kiełbasa
To jest moja matka jadalna

Ona wisi na niklowym haku
i pachnie kominem

Ona jest tania zresztą nigdy się nie drożyła
była wyrozumiała i znała możliwości

Ja jestem synem mojej matki
i pewnego młodzieńca
który nie był ostrożny
a pewnie był złośliwy
a może tylko nie wiedział
matka wtedy była zamroczona
a potem było jej żal

Teraz ja jestem głodny
a moja matka wisi

Więc wpatruję się w wystawę
i czuję
jak mi cieknie
ślina i sperma

Wiem za chwilę już nie będę się wahał
wejdę i poproszę
tę właśnie

To jest kiełbasa
To jest moja matka jadalna
A to jest mój głód dziecinny
 

 

Na imię mi Azael, od zawsze posłusznie merdacie ogonem, by zyskać mą aprobatę.

Jestem osobą pozbawioną pewnych cech, które społeczeństwo uznaje za normalne. Ja ich nie uznaję, są mi zbędne.

Jeśli chcecie być jednakowi, proszę, bądźcie. Mnie w to nie wciągajcie. Jestem od was lepszy. Nazywacie mnie potworem pozbawionym człowieczeństwa? Głupcy!

Nie każdy psychopata jest seryjnym mordercą. Ja nim nie jestem. Jestem po prostu lepszy od was, bo jesteście jedynie instrumentem, na którym potrafię wspaniale zagrać.

Może i nie jestem ponadprzeciętnie inteligentny, bo nie wszyscy psychopaci tacy są, ale i tak stanowię dla was zagrożenie.
Jestem mistrzem manipulacji, nie znam empatii i nie mam sumienia. Nic mnie nie powstrzyma przed wykorzystaniem was do swoich celów. Odważę się zrobić wszystko - zniszczyć wam psychikę, życie towarzyskie, wrobić was w przestępstwo. Nie mam sumienia, nie będzie mnie ono dręczyło. Wasza ciężka sytuacja życiowa mnie nie interesuje. Nie macie rodziców? Jesteście śmiertelnie chorzy? Wasz wspaniały związek się rozpadł? Nic mnie to nie obchodzi.

Nie zdradzę nikomu mojego życiowego celu. Mogę jednak powiedzieć, jaki mam cel wobec was. Tylko jeden - odnaleźć wasze słabości i wykorzystać je przeciwko wam. Będę mógł was szantażować, zatańczycie jak zagram.
Zaufaliście mi?
Wasz problem, idioci.
Śmieję się wam w twarz, przy mnie jesteście jedynie marnymi robalami, których łaskawie nie depczę, bo przydajecie się w użyźnianiu gleby.

Jednak na każdego przyjdzie pora. Prócz tego, mam jedną potrzebę, znacznie bardziej rozwiniętą od was: potrzebę silnych emocji. To cecha wspólna psychopatów. Najpierw pragniemy emocji i wrażeń, a dopiero później poznajemy za pomocą intelektu.

Dzieli się nas pod względem frustracji na stres:
- kalkulatywni psychopaci mają szalenie wysoki poziom, potrafią czekać latami na spełnienie swych pragnień, marzeń i na osiągnięcie celów,
- impulsywni psychopaci, mają praktycznie zerowy poziom, nie panują nad sobą, reagują natychmiast.

Nie potrafię kochać.
Nie potrafię się o nikogo troszczyć.
Nie potrafię wczuć się w waszą sytuację.
Mam problemy z odróżnieniem dobra od zła, dlatego często robię rzeczy, które wykraczają poza legalność w tym kraju.
Nie potrafię odnajdywać przyjemności w małych rzeczach.
Nie potrafię cieszyć się cudzym szczęściem.
Nie potrafię pokornie znieść krytyki.
Nie potrafię pokornie godzić się z przymusem narzucanym mi przez władze.
Nie potrafię znaleźć sensu w pomaganiu innym bezinteresownie.

Jestem świetnym obserwatorem.
Potrafię patrzeć na was z boku i czytać was, niczym księgi. Widzę każdą słabość, każdy gest interpretuję poprawnie, wystarczy, że na was popatrzę, posłucham was, a już rozumiem wasze charaktery, wasze serca.
Widzę, kogo kochacie, a kogo nienawidzicie.
Widzę, kogo i czego się boicie.
Ciężko mnie oszukać.
Gdy stoicie ze mną twarzą w twarz, przeszywam was na wskroś.
Lubię spełniać swoje zachcianki, często kosztem innych. Potrafię działać w taki sposób, by inni nie zauważali moich brudnych gierek.
Potrafię przewidywać ludzkie kroki i ruchy, a także jestem świetny w improwizowaniu. Przez duże ilości hormonów w moim organizmie, czuję się niezwykle pewnie i spokojnie w towarzystwie innych.

Mam minimalnie szerszy uśmiech niż powinienem, bo czuję się bezpiecznie i pewnie.

Bo na twarzy mam maskę, cały czas. Nie pozwolę wam zobaczyć prawdziwego mnie. Gdybyście to zobaczyli, nigdy byście mnie do siebie nie dopuścili. A ja potrzebuję ludzi, na których mogę żerować. Bo tym właśnie jestem, wilkiem wśród stada owiec, który wygląda zupełnie, jak jeden z baranków.

Autor NN.
  • awatar Aware I am of what you've been: @Dante: kojarzę kilka jego prac ale noe wiedziałam, że to on. Dzięki.
  • awatar Gość: Możesz też zobaczyć pracę Gigera.
  • awatar Aware I am of what you've been: @Bad Bunny: Mam dwa zdjecia w tle, które się zmieniają przy odświeżeniu strony. Czarno-białe zdjecie jest gdzieś z Internetów. Niebieska postać to Beksiński, którego polecam. Po Beksińskim warto też przejrzeć obrazy Krzysztofa Heksla, który też siedzi w surrealiźmie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
  • awatar ms moth: Też polecam ten film ;) Warto zobaczyć, świetny.
  • awatar Aware I am of what you've been: @Dante: Dodałam do listy pozostałych 598miu filmów do obejrzenia. Kto wie, może się wybije w górę. ;)
  • awatar Gość: Polecam ci film V jak Vendetta "Najpierw też myślałem, że to nienawiść. Znałem tylko ją, tworzyła mój świat, więziła, uczyła jeść, pić, oddychać. Myślałem, że umrę z tą nienawiścią w żyłach." - V
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›